|
Znów zobaczyłem prawdziwą
cytrynę.
Przywiozła mi ją Ania, z Francji.
Myślała: wracać, czy może zostać?
Na dobrą sprawę, co ją tutaj trzyma –
kilka twarzy i słów, i ten niepokój?
Cytryna była żółta i wyglądała
jak prawdziwa.
Nie trzeba było wystawiać jej w oknie
żeby do siebie doszła, jak nasze blade pomidory,
albo jak my dochodzimy do siebie,
dojrzewając i żółknąc od lat.
Nie, była już całkiem sobą
kiedy ją przywiozła, nawet nie żółta
ale złota, i lekko kostropata,
toteż przyjąłem ją z wdzięcznością.
Chciałbym się oblec w grubą skórę
świata,
chciałbym być cierpki, ale w sumie
smaczny –
połyka mnie z niechęcią jakieś dziecko
a ja pomagam mu na katar.
1981-1982
|
I saw a real lemon again.
Ania brought it back from France.
She'd been wondering: come home or stay abroad?
And come to think of it, what keeps her here –
a few faces, few words, this anxiety?
The lemon was yellow, it looked like the real thing.
You didn't have to put it in the window
to ripen alongside our pale tomatoes.
Or as we ourselves ripen
growing up and growing yellow over years.
No, it was already entirely itself
when she brought it, not even yellow, but gold,
and a little rough,
so I took it gratefully.
I want to wrap myself in the thick skin of the world,
I want to be tart, but good-tasting -
some child swallows me reluctantly
and I help to cure his cold. |